Posty

Epilog: ???

  Epilog: ??? Kiedy obudził się po kilku godzinach snu, w powietrzu znów unosił się cyjanowo-fioletowy pył. Miał tak dziwny zapach, że nie mógł go porównać do niczego, co kiedykolwiek wcześniej czuł. Taki słodki, a jednocześnie gorzki, ale przypominał mu trochę zapach gleby wulkanicznej. Coś na granicy miłego i okropnego zapachu, ale staje się znośny, gdy tylko się do niego przyzwyczaisz. ​Wstał z łóżka, odgarniając włosy do tyłu i podszedł do okna, przez które przenikało światło dwóch słońc, oświetlając szary pokój czerwienią i złotem; przed jego oczami ukazały się chmury gwiezdnego pyłu w tęczowych kolorach unoszące się na linii horyzontu, a przed nim szkarłatne pustkowia ryczące swą kamienną potęgą. Nigdy nie przestało go zadziwiać, jakie były piękne. Ale z każdym dniem, kiedy na nie patrzył, coraz bardziej tonął w myślach, a jego zielone oczy zachodziły łzami. ​ To na pewno inny rodzaj piękna. I jest równie cudowny i zapierający dech w piersiach, po prostu kosmiczny, nie...

Rozdział 30: Nowe początki

  Rozdział 30: Nowe początki Weszłam do swojego laboratorium, prawie tak samo zdruzgotanego jak ja, połowa mebli spalona, odłamki szkła pokrywały podłogę i trzaskały pod butami. Edward wszedł za mną, trzymając w rękach duży metalowy pojemnik, a jego wzrok błądził po bałaganie. Ale nie skomentował tego. Poszliśmy do sypialni, a on położył pojemnik na niezaścielonym łóżku, jęcząc i odwracając się w moją stronę, gdy stałam we framudze drzwi, zastanawiając się, co mu obiecałam. ‘Powinniśmy to zamrozić.’ powiedział ochrypłym głosem, wskazując na szczątki Azalei zamknięte w metalowym zbiorniku. ‘Myślę, że w ten sposób nie będzie mogła się zregenerować. Przynajmniej nie w znaczącym tempie. Masz gdzieś coś takiego, prawda?’ ​Pokręciłam głową z niezrozumieniem, próbując znaleźć w pamięci cokolwiek, co mogłoby być powiązane z czymś takim. I wtedy mnie uderzyło. Zimny pot zalał moje ciało, dreszcze przechodziły raz po raz po kręgosłupie, oczy szeroko otwarte; zakryłam usta drżącą ręką,...

Rozdział 29: Emocjonalna Maszyna

  Rozdział 29: Emocjonalna Maszyna WYKRYTO NARUSZENIE BEZPIECZEŃSTWA. AKTYWACJA TRYBU BLOKADY. ​Kobiecy, robotyczny głos dotarł do moich uszu, gdy spojrzałam przez ramię w stronę wznoszących się płomieni, a krople wody z sufitu desperacko próbowały ugasić ich gniew. Ale było za późno. Tama pękła. Musiałam się stamtąd wydostać. ​Strażnik nad moją głową był odłączony, a klamka, która trzasnęła pod ręką nie mogła wysunąć drzwi z framugi, niezależnie od tego, jak bardzo się starałam; zadrwiłam pod nosem, rozejrzałam się i pobiegłam do drzwi białego pokoju, ale one również okazały się zamknięte. Jęk irytacji opuścił moje usta i wspięłam się przez rozbite okno do środka, odłamek szkła rozdarł mi koszulę na plecach. ​Moje pospieszne kroki skierowały się do windy i usłyszałam zamieszanie przed głównym wejściem, głosy robotów i kilka ludzkich. Przycisk wsunął się pod mój palec i za moim pozwoleniem natychmiast przyjechała winda, która w mgnieniu oka zabrała mnie na pierwsze piętro. ...

Rozdział 28: Upadek

  Rozdział 28: Upadek ‘Widziałeś gdzieś Jane?’ James usłyszał czyjś głos za swoimi plecami, więc odwrócił się, wrzucając kolejne jabłko do koszyka opartego o biodro. ‘Do cholery z tą dziewczyną, to mistrzyni chowania się. Ostatnim razem jak ją widziałem była w stodole, ale pięć minut później już jej nie było. Widziałeś czy przechodziła obok?’ James potrząsnął głową, patrząc na wyraz twarzy faceta wykrzywiony z irytacji, jego rude włosy prawie tak czerwone, jak jego nabrzmiały nos i opuchnięta twarz. ‘Nie. Próbowałeś w centrum? Wiem, że inne nastolatki często tam chodzą.’ ‘Nie, dzięki bardzo. Wracam do domu, mam dość szukania jej. Wróci, jak zgłodnieje. Niewdzięczny bachor.’ Mężczyzna odgarnął swoje długie włosy do tyłu i zadrwił, kierując swoje kroki w stronę jednego z domów na północy. ​James podniósł głowę z uśmiechem i mrugnął do dziewczyny siedzącej na najwyższej gałęzi pomiędzy krzakiem liści, a jej okrągła twarz rozjaśniła się w uśmiechu. Wyciągnął rękę w stronę jej dło...

Rozdział 27: A jej imię to Nauka

  Rozdział 27: A jej imię to Nauka Moja drżąca ręka próbowała gonić maleńkiego robaka, który uciekał od pipety między moimi palcami, prawdopodobnie zdając sobie sprawę z konsekwencji tego co robię lepiej, niż ja; w końcu bezszelestnie spadła na niego kropla żółtawego płynu, a ja zamknęłam pokrywę małego, szklanego słoiczka, czekając na rezultaty. ​Głowę oparłam na dłoniach dotykając biurka, a oczy wpatrywały się w małe organizmy przez gogle, zwiększające widok dziesiątki razy jak pod mikroskopem; widziałam, jak się wierciły, tonęły w kałuży szlamu, powoli poruszając się między sobą. Tak naprawdę nic się nie działo przez długi czas, a ten eksperyment był prawdopodobnie piętnastym, jaki próbowałam, ale bez rezultatów. Spojrzałam przez ramię na minutnik pośrodku pokoju, groźnie wskazujący 2 miesiące i 21 dni, po czym westchnęłam pod nosem, ponownie spoglądając na szklany słoik. A kiedy to zrobiłam, serce mi podskoczyło, a oczy rozszerzyły się z szoku; stado robaków pływające w ci...